Tam gdzie wichrowe wzgórza,
i tu gdzie ponure lasy,
znajduje się kraina,
w której wciąż ktoś straszy.
To jeż czmychnie w zaroślach,
to miś głośno chrapnie,
i proszę już popatrzeć,
jak robi się strasznie.
Czasem wilk zawyje w zaroślach,
zaś drugi mu odpowie,
że wkrótce sowa zamruczy,
swoje mroczne melodie.
Na razie ptaki ćwierkają zawzięcie,
jak jeszcze nigdy na żadnym święcie.
Inne zwierzęta się pojawiły,
bo też chcą zaśpiewać razem z nimi.
Sowa już się denerwuje,
bo w końcu to ona zainspiruje.
Skacze w lewo, chodzi w prawo,
- No nie! - krzyczy – Co za stado!
Nagle jakiś zając z pola,
instrumenty rozpakował.
Dwie gitary i pięć bębnów,
no i jeszcze parę werblów.
Gdy to sowa zobaczyła,
wnet za głowę się chwyciła.
- Ola Boga mówię wam!
Co ja biedna zrobić mam?
Na to słowik się odezwał.
- Bądź spokojna nie jak jędza.
Wszyscy grają dziś na zwłokę,
więc ja śpiewać też nie mogę.
- Ale ja dziś śpiewać będę.
- mówi sowa bardzo chętnie.
- Wszystkie grzyby nawet muchomory,
skłonią ku mnie swoje głowy.
Słowik zaśmiał się cichutko,
byle krótko, byle krótko.
Bo gdyby sowa to słyszała,
to by mu dopiero dała.
Wilki też się denerwują,
szczerzą zęby myślą długo.
Jeden z nich wpadł na pomysł,
- Wiem co zrobić! Wiem co zrobić!
- Przepędzimy całą zgraję,
lecz porządnie nie niedbale.
- Zróbmy zatem z tym porządek!
- Sowa musi mieć swój koncert!
Wilki przepędziły stado,
żeby sowa mogła zacząć.
Ale z tak długiego oczekiwania,
śpiewu pozapominała.
Słowik przejął pałeczkę,
westchnął z ulgą - Nareszcie.
- I czy tego chcę czy nie chcę,
mój śpiew najpiękniejszym będzie.
- A teraz wszystkie grzyby nawet muchomory,
skłonią ku mnie swoje głowy.
- Nawet ludzie w swoich domach,
niech słowika słyszą w głowach.
- Śpiew słowika to nie żart,
tutaj nie ma żadnych wad.
Jeśli ktoś chce się przyłączyć,
niechaj zrobi to najmądrzej.
Gdy to sowa usłyszała,
wnet do stada podreptała.
A całe stado poszło za nią,
i słowikowi pięknie grało.
... Nawet i ten zając z pola,
który sprzęt tu rozpakował.
Biegał, tańczył, skakał żwawo,
jak ta sowa, jak to stado.
Pies też choć razy kilka,
zatańczył coś dla wilka.
Jeżyk również, także miś,
zatańczyły sobie dziś.
Raptem sowa się zerwała,
bo coś sobie przypomniała.
A przypomniała sobie to,
co miała do zaśpiewania.
Już tak bywa w ciemnej krainie,
czy ten czas tak strasznie płynie?
Bo ja widzę u każdego ciarki,
a to oznacza - Koniec bajki.
Wojciech Maksymilian Muzaj
sobota, 21 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz